W weekend gościł u nas brat Jerz. Jak to zostało potem ustalone, jego obecność ściąga anomalie pogodowe. W połączeniu z naszą lokalną metodą wywoływania deszczu przez zaproszenie znajomych na ognisko, przyniosło to efekt w postaci nawałnicy, jakiej jeszcze tu nie oglądałam. Trampolina z wdziękiem przeleciała nad ogrodzeniem. Kajak rzucił się szczupakiem na oddaloną o dwa metry grzadkę pomidorów (pewnie chciał je chronić własnym ciałem, a wprasowanie w podłoże było tylko efektem ubocznym). Antena telewizyjna, a co za tym idzie, także internet, przeminęły z wiatrem. Innymi słowy: działo się. Choć nasze szkody były całkiem niewinne - dach na przykład nas nie opuścił.
Po tym gwałtownym acz niedługim incydencie, pojawiło się słońce, więc wraz z nieulękłymi gośćmi udaliśmy się na stos. I tu Łukasz dał świadectwo swej determinacji oraz niezłomnego ducha, czyniąc ognisko na bazie mokrego drewna.
wtorek, 19 czerwca 2012
Zawiani
Subskrybuj:
Posty (Atom)