Usłyszałam wczoraj, że PKP, celem
polepszenia jakości usług, ma w planach wydanie skromnych kilku milionów na
przeprowadzenie ankiety na temat swojego wizerunku w oczach pasażerów.
Uważam to za fantastyczne
posunięcie. Jestem pewna, że pozwoli o no na rozwiązanie wielu bolączek i
wprowadzenie udoskonaleń. Skromnych, bo koszty ankiety pochłoną znaczną część
przewidzianego na ten cel budżetu, ale jednak.
Bywa, że jeżdżę po okolicznych
powiatach. Walcząc za każdym razem z falą paniki, jako że nigdy nie mam
pewności, czy uda mi się sforsować drzwi przy wysiadaniu na mej, mało
uczęszczanej stacji.
Dlatego mam nadzieję, że starczy
funduszy na projekt „Wyjście z sytuacji”, w ramach którego przy wyjściach z
wagonów przygotowane byłyby zestawy łomów, otwieraczy do konserw oraz taranów
pozwalających podróżnemu na opuszczenie pociągu. Zamiennie każdy z pasażerów
mógłby otrzymywać ulotkę „Krótki kurs ataku” rozszerzony o porady dla matek z
dziećmi na ręku, czy osób o kulach (osób na wózkach nie wymieniam, PKP zna dogłębnie
ich potrzeby i wie, że nie chcą one podróżować kolejami. Dlatego nie wprowadza żadnych
rozwiązań, które pozwoliłby im samodzielnie wjechać do pociągu).
Ach, jakież by to było
udogodnienie! Nie musiałabym więcej lustrować współpasażerów pod kątem budowy i
krzepy fizycznej. Żadnych szemrzących próśb: „Czy mógłby mi pan pomóc w
otwarciu drzwi?” Krótki rozbieg,
uderzenie z barku i już byłabym na zewnątrz!
Tu, tutaj jestem, ankietujcie
mnie proszę!