środa, 29 lutego 2012

Lektury przesadnie obowiązkowe

Jesteśmy zaskoczeni. Sądziliśmy, że przerabiamy Żeromskiego ("Przedwiośnie"), a okazało się, że jesteśmy w samym środku Camusa ("Dżuma"). Maria ma awarię termostatu i od krańca weekendu gorączkowo trzyma się jakiejś absurdalnie wysokiej liczby Celsjuszy. Odmawiając przy tym przyjmowania jadła i napoju, co nieco utrudnia podawanie lekarstw.  Jeszcze trochę a opracowalibyśmy technologię podawania medykamentów we wdychanym powietrzu.
Dostrzegamy wszelako światełko w tunelu - porannej kaszce nie powiedziano nie. Wyzdrowienie zbliża się wielkimi krokami. To chyba nie będzie długi  "Proces"?


czwartek, 23 lutego 2012

Ewakuacja

Człowiek z epoki lodówkowej salwujący się ucieczką przed poleceniem sprzątnięcia zabawek z podłogi.
Gdyby miał materiały stworzyłby najpewniej jakieś malowidło nadrzwiowe.
Przodkom zapewne też nie chciało się sprzątać kości mamuta zaśmiecających jaskinię i uciekali w kreację. Stąd potem te wszystkie Lascauxy i inne.


Perspektywa

W porannej audycji "Tróki", usłyszałam, jak jeden z redaktorów opowiadał, że w latach pięćdziesiątych wygrał konkurs na  plakat o SKO. Obliczyłam, że musi wobec tego należeć do grupy osób, które uprzedziły reformę emerytalną i pracują do/po 67 roku życia. Chwat, pomyślałam.
I w tym momencie  padło, że w skład zespołu we wspomnianych latach pięćdziesiątych, wchodził już wtedy znany mi teraz z anteny Henryk Sytner.  Jeśli i on pracuje uprzedzając podniesienie wieku emerytalnego, to długa przed nami droga.



środa, 22 lutego 2012

Ładne halo

Brat sprezentował mi absolutnie wspaniały telefon z gatunku dotykowych. Nie potrafię się od niego oderwać. Przez większość czasu głaszczę go z uczuciem.


Nowy aparat zrewolucjionizował moje życie telefoniczne.
Możliwość wysyłania darmowych wiadomości powoduje, że od świtu do zmierzchu nękam przyjaciół błyskotliwymi uwagami typu "ale się dzisiaj nie chce nic robić, prawda?", albo czymś równie głęboko zapadającym w psychikę.
Ciekawe, kiedy znajomi przestaną mi odpisywać.
Za pomocą starego aparatu uruchomiłam natomiast telefon stacjonarny.
Mieliśmy go wprawdzie przez cały czas, ale aparat, z którego korzystaliśmy nie przewidywał tego, żeby rozmówca słyszał nasz głos.
My z kolei nawet słyszeliśmy dzwoniących, ale jakby z zaświatów.
Za jednym zamachem pozbyłam się tych wszystkich metafizycznych efektów.
Fantastyczna sprawa.
Innym aspektem całej tej sytuacji jest to, że komunikacja zyskała zupełnie nowy wymiar. Aparat ma wyrobione zdanie na temat tego, co chce powiedzieć właściciel i koryguje wysyłane teksty.
Do Anny skierował dramatyczne pytanie: "Jadłaś obiadem. Musisz szalik?".
Apeluję: w żadnym wypadku nie jedzcie obiadem. To bardzo niebezpieczne!


.

Czyśta sobie już posieli?






 Śnieg śniegiem, ale sądząc po znakach na niebie (klucze latają) i ziemi (ptaszęta śpiewają) oraz po zachowaniu Marii, która zabrała się za wysiewanie fasoli jako też puzzli, idzie wiosna.


środa, 15 lutego 2012

Złoża podpodwórkowe


- Chodź już do domu - poprosiłam błagalnie zawzięcie wkopującego się w śnieg Franaszka.
Stopień namoknięcia jego ubrania kazał przypuszczać, że w ciągu paru minut przestanie ono stawiać opór wodzie i ogłosi  kapitulację.
- Nie mogę, szukam paliwa - dobiegła mnie stłumiona odpowiedź syna.
Wspomnienie zasłyszanej w radiu informacji o wysokości wynagrodzenień dla poszukiwaczy gazu łupkowego spowodowała, że wizja zaziębionego dziecka zniknęła, ustępując miejsca planom rozbudowy biblioteki.
- Kopże, kop - zezwoliłam dobrotliwie.


Męczennica

Suszarka z praniem spojrzała na mnie cierpiętniczo i przestąpiła z nogi na nogę.
- Trzeba było zapukać, nie stałabyś całą noc na dworze - powiedziałam chłodno.
Nie znoszę braku samozorganizowania.

wtorek, 14 lutego 2012

Materializm mechaniczny

Na środku podłogi natknęłam się na pająka. Zawołałam Franka. Po dokonaniu prezentacji ("To jest Stach"), dziecko zostało poinstruowane, że pająka nie należy nadeptywać ani też klepać po głowie trzymaną akurat w ręku książeczką zdrowia. Jako, że dużymi raczkami zbliżała się ku nam Marysia, należało Stacha możliwie szybko ewakuować. Zaproponowałam mu wspomnianą książeczkę zdrowia, ale musiał mieć jakiś uraz na jej punkcie, bo nie skorzystał. Wobec czego obrałam taktykę płoszenia w kierunku fotela.
Franek był zachwycony. "Działaj!", wołał  gdy pająk stawał,."Mamo, puść go!",  prosił o  uruchomienie
Stacha, ujawniając przy okazji, że u podstaw jego światopoglądu leży przekonanie, że zwierzęta są rodzajem nakręcanych mechanizmów. Mnie w tym świecie przypadło miejsce pomniejszego demiurga-nakręcacza.

Gmła*

 - Popatrz, jaka fantastyczna mgła! - anonsuję odsuwając firankę.
Dziecko uważnie przygląda się widokowi za oknem.
- Nie chcę oglądać zakurzonych drzew - stwierdza stanowczo i zaciąga zasłonę z powrotem.
Szukam pilnie klapek na oczy. Bez nich nie zdołamy wyjść na dwór.





*) Prawa autorskie do gmły posiada wujek Jerzy.


poniedziałek, 13 lutego 2012

Flama z dynastii Ming

Wieczorne czytanie siostrze historyjki o małym lemurze.
- Tu jego nie ma, mówi ważka - płynnie recytuje Franek.
- Go! Tu GO nie ma! - syczę z boku.
- Tu jego nie ma, mówi flimak - kontynuuje niezrażony  potomek.

Flimak, jak na załączonym obrazku widać, wyposażony jest w długi dziób i odnóża.

Zwierzęta te od zawsze intrygują młodego. Zdaje się, że nie może dojść, jak to możliwe, że wata cukrowa ma nogi.




czwartek, 9 lutego 2012

Pobieleni

Świat  przez noc zyskał białą politurę. Idziemy odsuwać ze ścieżek zaśnieżone fragmenty krajobrazu.

środa, 8 lutego 2012

Portret

Franek został dzisiaj poproszony o narysowanie mamy. Nawet żwawo się za to zabrał: nakreślił coś zbliżonego do okręgu po czym oznajmił, że będzie rysował włosy. Zyskałam dzięki temu bujną czuprynę oraz (sic!) brodę. Na pytanie, czy  mamie czegoś nie brakuje, mające na celu wykrycie braku oczu i nosa, dziecko się obruszyło.
- Mamie nic nie brakuje - stwierdziło stanowczo - To jest robak.
To rzuca nowe światło na motywy, które skłoniły Kafkę do napisania "Przemiany".W pobliżu musiało się plątać jakieś  dziecko z kredkami.

Czernidło

Franaszek wyposażony został w farby i pozostawiony sam sobie. Natychmiast stworzył pogodną kompozycję z kartonu, kartek oraz stołu pomalowanych na czarno.
Niejaka Anna zarzuciła mi, że koloryzuję, co jest oczywistą nieprawdą. Ja tylko oczerniam.

wtorek, 7 lutego 2012

Druk ściele się gęsto

 Jest to obraz z cyklu: Mały Polak potrafi (bardziej).
Podczas gdy ja rozmawiałam przez telefon, dwie sztuki społeczeństwa, kierowane nieomylnym instynktem, wybrały jedyną nieprzytwierdzoną do ściany szafę i zaczęły wybebeszać jej zawartość. W absolutnej ciszy. Brak zwyczajowych pohukiwań, okrzyków i marysinych artykulacji typu "ŁaAaAa" wskazuje na to, że wiedzieli, że to co robią należy do drugiego obiegu, o  którym lepiej nie powiadamiać cenzora.
Następnym etapem miało być najpewniej stworzenie przyjemnie wywrotnej ścianki wspinaczkowej. Cóż kiedy zbyt szybko skończłam rozmowę. Pozwoliło mi to wydać z siebie "ŁaAaAa" w zastępstwie córki.

PS. Widoczne zza kusej firanki białe kropki na drzwiach balkonowych to goszcząca u nas zima.

Wszystko gra

DJ Mary miksuje od rana.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Czułość

Leżałam sobie na podłodze, pozorując opiekę nad dwojgiem nieletnich. W istocie zamierzałam zapaść w drzemkę porzucając biedactwa na pastwę jawy. I wtedy syn  ukochany rzucił mi na głowę koc. A że nie udało mu się odciąć nim dopływu powietrza w zadowalającym stopniu, po chwili namysłu dodał poduszkę.
Krzycząc kojąco "No śpij, biedna osłabiona hieno!".

niedziela, 5 lutego 2012

Vatowcy

Franek, kopia swego ojca, siedzi z głową wspartą na ręce i rozmyśla. Kiedy go zagaduję, mówi mi bez uśmiechu "Mam fakturę". A potem taszczy do łóżka kalkulator  i podczas wieczornego czytania czyni skomplikowane jakieś wyliczenia. Pewnie będę musiała jutro odprowadzić podatek od wspólnie spędzanego czasu. Lepiej zawczasu ogłoszę bankructwo.

sobota, 4 lutego 2012

-17 stopni

Wypłynęliśmy z pływalni i pomknęliśmy przez zmrożony krajobraz z taka prędkością, że minusy roztrzaskiwały się o maskę samochodu. Potomstwo, po okresie hiperaktywności basenowej, wpadło w katatonię - w chwili obecnej pochrapuje lekko, nie reagując na bodźce w postaci zjadanego obok ciasta!
Gdyby nie to, że sami jesteśmy wycieńczeni, moglibyśmy odtrąbić sukces w poszukiwaniu wyłącznika dzieci.

czwartek, 2 lutego 2012

Wakacje na lodowcu

Franciszek dba o ogród i pielęgnuje go. Nie zważając na przeciwności,biegał dzisiaj z konewką i pieczołowicie wszystko podlewał donoszoną przeze mnie wodą.
 
W związku z pogodą, lodówka rozprzestrzenia się nam z dnia na dzień. Zajmuje teraz cały przedsionek. Ma wydzielone strefy mrożenia - przy drzwiach i oknach. Jeżeli mróz będzie trzymał, złożę naszemu poczciwemu Electroluxowi propozycję objęcia funkcji szafki na buty i wieszaka na kurtki. Nie wiem tylko, czy nie będę się musiała sama tam odwieszać - zepsuty zamek zamyka mnie w więzieniu kurtki i sprawia,  że nigdy nie mam pewności  czy zdołam ją opuścić.






Dokuczanie radiem z góry, wymuszanie przez tortury

Młodzież zabrała się dzisiaj za w(?)znoszenie domu. Ze śrubokrętami i petami szczoteczek dozębnych w ustach. Tylko kaszkietów w kratę brakowało.