Leżałam sobie na podłodze, pozorując opiekę nad dwojgiem nieletnich. W istocie zamierzałam zapaść w drzemkę porzucając biedactwa na pastwę jawy. I wtedy syn ukochany rzucił mi na głowę koc. A że nie udało mu się odciąć nim dopływu powietrza w zadowalającym stopniu, po chwili namysłu dodał poduszkę.
Krzycząc kojąco "No śpij, biedna osłabiona hieno!".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz