wtorek, 27 listopada 2012

Ichtiologu, ichtiologu!


Ten niesympatyczny osobnik z malującą się na pysku dezaprobatą, to jest (w przybliżeniu) okoń. Obiekt westchnień Marysi. 
Młoda chodzi po domu ze śpiewną i monotonną inwokacją na ustach: okoniu, okoniu! I tak przez całe przedpołudnie.
Dość mam drania, szukam remedium na niego. Co to, innych ryb nie ma?

4 komentarze:

  1. Toż to...aaaaa konikomania! U mnie w pełnym rozkwicie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie chyba młoda poszła w meble? Kredensomania?

      Usuń
  2. hahaha okoniu, okoniu ;) popłakałam się :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak jutro usłyszę od córki znów okonia, to też zaleję się rzewną łzą!

    OdpowiedzUsuń