Ledwie udało się wygnać znad stawów jelonka, który od wielu tygodni ni ogrodzenia sforsować nie potrafił, ni znaleźć bramy; a już okazało się, że w ogrodzie mamy sarnę.
Kiedy się budzimy, widzimy ją za oknem jak, wdzięcznie upozowana,
skubie trawę stanowiąc żywą reklamę zdolności ogrodniczych Łukasza.
Próbowałam zdjąć moment skracania źdźbeł trawy, ale sarna wyczulona jest na paparazzich. Nici z pierwszych stron w tabloidach.
I już lubię tą sarnę. Za nic ma zaszczyty i honory, w nosie możliwość reklamowania działu ogród w markecie budowlanym. Tak trzymać!
OdpowiedzUsuńMy zasadniczo też lubimy. Zastanawiam się tylko, co zostanie z naszej sympatii wiosną, gdy nadejdzie czas wyjadania truskawek z grządki.
OdpowiedzUsuń