- Bo nie mamy pracy. Co mamy robić? - z westchnieniem odparła córka.
Bezrobocie w Polsce musi być dla kotów palącym problemem.
Debata nad wacikami kosmetycznymi:
- Do nosa są te waciczki? - zapytuje Marysia z właściwą sobie skłonnością do zdrobnionek.
- Do mycia twarzy - prostuję.
- A tata na przykład nie ma twarzy. Jak leży, nie ma twarzy - konkluduje córka.
Boję się zapytać, jak jest ze mną. Zapewne w oczach córki twarz też straciłam. Erozja autorytetu rodzicielskiego na całej linii.
- Nie ma nikogo, kto by chciał umyć za mnie naczynia - powiedziałam ze skargą w głosie.
- Ja ci mogę popatrzeć, zaoferowała uslużnie Marysia
Chwilę, kiedy poszłam do domu po listę zakupów, młodzież spożytkowała na wyszukanie najbrudniejszego miejsca na podwórzu. Kiedy wróciłam oboje pokryci byli czarnymi, mokrymi plamami, wykluczającymi szersze kontakty społeczne. Na moje bezradne i pozbawione sensu pytanie "Co robicie?", Franaszek odpowiedział z politowaniem : "Zmieniamy wodę w błoto".
Wszystko w porządku, tylko sylaba nie ta. Powinno być zło, synu, samo zło!
Z właściwą sobie szybkością działania kupiłam ostatnio skrobaczki do szyb samochodowych. W tej roli sprawdzają się wprawdzie znakomicie pudełka kaset Kultu, ale kiedy zobaczyłam, naklejkę z ulicą z mojej ulubionej książki Steinbecka, uznałam, że kasety są przestarzałym nośnikiem czystości szyb. Teraz szukam płynu do spryskiwaczy produkowanego na Patriaszych Prudach