Chadzamy sobie na spacery szukając jakiś oznak wiosny. W eksploracjach nadwornych towarzyszył nam dzisiaj badyl, którym syn pracowicie dźgał ziemię, wykluczając obecność zmarzliny.
W pewnym momencie spostrzegłam wszelako, że zostaliśmy sami.
- Franiu, gdzie twój patyczek?
- Rzuciłem go bo był załamany.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Patyczek jak nic załamał się na zmarźlinie...ale to już niedługo, od piątku cieeeepło!
OdpowiedzUsuńZ uwagi na brak wiosennego obuwia dla dziatek, uprzejmie proszę, aby były to temperatury pozwalające chodzić boso.
OdpowiedzUsuń