"Jedna kolibutelka tu leży!" gromko oznajmił potomek wychodząc przed dom.
Poniewierająca się przed drzwiami wejściowymi kolibutelka (w słowniku między "kokilką" a "kolibrem") w wariancie bez zawartości jest widomą oznaką uzależnienia matki od popularnego napoju gazowanego. Jeśli kiedyś poczujecie, że Was suszy, zapraszam do mnie na metę. Kolibutelkę zawsze znajdę.
Ale zamierzam zerwać ze zgubnym tym nałogiem. Stworzę grupę wsparcia z uzależnionymi od sokuszklanek.
Fot. Sygnalizator pustych butelek w trakcie objazdu swojego rewiru.
świetny styl :) super blog :) zostaję tutaj ;)
OdpowiedzUsuńDzień dobry! Miło mi bardzo. Pozwól, że wzniosę toast ulubionym napojem (nie będę przecież do lustra piła).
OdpowiedzUsuń