Wspominaliśmy z bratem Jerzem
Adamsa Douglasa i pojawiający się w
jednej z jego
książek wątek nieusuwalnej kanapy.
Czytałam rzecz chyba na studiach jeszcze, więc
przepraszam za nieścisłości, ale kwestia polegała bodajże na znalezieniu się na
klatce schodowej kanapy, której wymiary nie pozwalały ani na jej wniesienie,
ani na zniesienie. Ot, taka niemożliwość fizyczna, uciążliwa dla lokatorów
starających się dostać do mieszkania.
Okazało się, że nie można poruszać takich tematów
bezkarnie, bo wywołują one nieuchronnie jakieś reperkusje. W niedzielę
przyoblekłam córce sukienkę. Nieczęsto to mi się zdarza, więc nie dziwiłam
się specjalnie, że proces odziewania przebiegał z oporami. Wieczorem wszelako
okazało się, że mamy do czynienia z ubraniem nieusuwalnym niczym wspomniany
wcześniej mebel. U Douglasa pomocne były, z tego co pamiętam, podróże w czasie,
ale ja ucięłam sprawę krótko. Obecnie dysponujemy kiecką bezramiączkową. Gdyby
ktoś reflektował, bardzo proszę (mogę jeszcze coś uciąć, w razie potrzeby).