Odkręciłam kran, umiejscowiłam dzieci w wannie i poszłam sprzątać. Kilkanaście minut później przypomniałam sobie, że mam dwa egzemplarze do umycia i weszłam do łazienki. Egzemplarze siedziały w milczeniu, a wody... Wody było w bród. No, do bród na pewno. Przykro było patrzeć na niemą rozpacz w oczach potomnych. Przyczaili się w ciszy, licząc na spektakularne zalanie mieszkania, a ja bezdusznie wszystko popsułam. Głupio mi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz