środa, 24 marca 2010
Po widłach
Kolejny tydzień trwają poszukiwania wideł. Ostatnio widziano je późną jesienią i od tej pory ślad po nich zaginął. Nie wiadomo, kto towarzyszył im ostatni. Atmosfera pełna jest podejrzliwości. Wszyscy patrzą na siebie wilkiem, mnożą się niedopowiedziane oskarżenia. Wczoraj podczas spaceru byliśmy z Frankiem kilkakrotnie nagabywani - pytano, czy aby na pewno, nie zrobiliśmy widłom krzywdy - np. nie utopiliśmy ich w stawie. Czuję, jak zaciska się wokół nas pętla. Dlatego apeluję - ktokolwiek widział nasze widły bądź chce się pozbyć swoich - niech się skontaktuje z nami. Inaczej każą nam przeczesać dno akwenu. Z kamieniem u szyi, żeby łatwiej było nam się go trzymać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
A sprawdzilićie w szufladzie z widelcami albo pudełku z igłami? ;-)
OdpowiedzUsuńNa pocieszenie mogę zaoferować jedynie słoiczek po wideł
OdpowiedzUsuń@Gruby: nie sprawdziliśmy i to był nasz błąd. Słyszałam natomiast, że w Gdańsku jakiś facet w fontannie ma nasze widły.
OdpowiedzUsuń@r: będziemy zobowiązani, w zamian proponujemy słoiczek po rzeczki