Dzieci bawią się (lub nie), że jestem potworem. Co na nie spojrzę, uciekają z piskiem. W końcu jednak Marysia zbiera się w sobie i z niepokojącym charkotem i rozczapierzonymi palcami zaczyna iść w moim kierunku. To starczy, żeby wzbudzić we Franku uczucia opiekuńcze. Zastawia drogę młodej i krzyczy: Zostaw mojego potwora Pimpusia (?!!?!?!).
Pimpuś. Czym ja sobie na to zasłużyłam?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
hahaha..pamiętam jak Nika też kiedyś próbowała wzbudzić we Franaszku opiekuńcze uczucia zanosząc się płaczem..Franek pozostał niewzruszenie zaskakujący swoją stoicką postawą ;D
OdpowiedzUsuń