czwartek, 5 listopada 2009

Przeminęło z wiatrem


Od kilku dni na zewnątrz trwały intensywne prace nad zmianą scenografii. Wiatr sumiennie ogałacał z liści te drzewa, które nie poddały się nocnym mrozom.  Dziadek podolski, który zawsze zżyma się, że widok na kościół zasłania nam jedyne w okolicy wysokie drzewo, powinien być zadowolony - nareszcie widać dzwonnicę.
Jesień jest jednak surowa dla drzew - z niektórych  tylko cień został.

środa, 4 listopada 2009

Czas suszy

"Patrz no, mamy  Pankiewicza",  powiedziałam młodemu. Za oknem, w ciemności połyskiwały białe łaty śniegu. Zupełnie jak "Łabędzie w Ogrodzie Saskim nocą" (malarzowi tak naprawdę chodziło na pewno o "Pierwszy śnieg w ogrodzie"). Nagle wiatr wwiał w pole mojego widzenia jakąś tkaninę, w której w nagłym błysku olśnienia poznałam wywieszoną rano pościel. Podjęta natychmiast akcja ratunkowa zakończyła się sprowadzeniem do domu dwóch kompletnie przemoczonych kołder i pary zziębniętych koców. Całe towarzystwo schnie teraz w łazience. Zanosi się na to, że dzisiejszej nocy ogrzewać nas będą jedynie ciepłe uczucia.

Zatarg

Ulubioną wieczorną lekturą Łukasza jest gazeta "Anonse", zamieszczająca oferty sprzedaży samochodów, koparek, ciężarówek i innych motoryzacyjnych obiektów pożądania. Problem w tym, że o dostęp do prasy walczy też potomek, lubiący nadać czasopismom miłą dla oka formę strzępów. Przed chwilą został rozszarpany najnowszy i - jak mi się wydaje - jeszcze nie czytany egzemplarz. "Chyba zadarłeś z tatą", mówię młodemu. A ten nie słucha, drze dalej.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Umiarkowany





Podczas po(d)siedzenia Okrągłego Stołu  Franciszek zajął się złożoną kwestią.
Fot.: Kwestia podczas rozkładania.

piątek, 30 października 2009

On pesymistuje.

Relacjonuję Łukaszowi jakieś zajście z udziałem Franka, z ktrórego finału potomek nie był zadowolony. Toteż kończę opowieść słowami "Nie był kontent".
"Był malkontent",  podsumowuje Łukasz

czwartek, 29 października 2009

Dania krajobrazowe



Odkąd luba dziecina zaprzyjaźniła się z katarem, ograniczyliśmy kontakty z cywilizacją do absolutnego minimum.  Naturalnie z troski o to aby nie narażać cywilizacji na zagładę po zetknięciu ze Straszliwym Franciszkowym Zaziębieniem.  Przechadzamy się więc po pejzażu łąkowym, obfitującym w strojne rosą źdzbła traw, piasek zroszony łzami deszczu oraz inne przyczyny przemoczonego obuwia. Między rojeniami o wymianie wszystkich posiadanych par szpilek na kalosze, dostrzegam dekoracyjność landszaftu. Wierzby się rosochacą,  postmalinowe chruśniaki  i kaliny czerwone gromadzą się licznie - po prostu bajka. Przyjezdnym powinno się wręczać kartę dań wzrokowych. Krajobraz chopinowski jako danie główne i  leśmianowskie wariacje na deser. Dla bardzo łakomych kanapka z Schulza na dokładkę, pod warunkiem, że odważą się zapuścić na nasz strych.

PS       Tu też niezłe menu: http://janwsol-pl.blogspot.com/2009/09/brums-marka.html

środa, 28 października 2009

Makijaż - trendy 2009


W naszej kotłowni stężenie sadzy przekroczyło dopuszczalne granice, więc Łukasz po południu się przebranżowił i udawszy na dach pełnił obowiązki kominiarza. Wrócił efektownie i trwale umorusany. "Nowy tusz, marki LaComin", oznajmił, gdy okazało się, że nawet kąpiel nie zmyła czarnych obwódek wokół oczu.