sobota, 27 czerwca 2009

Czułość balneologiczna

Poturlaliśmy się dzisiaj na pływalnię, żeby sprawdzić możliwości spławiania młodego i remontu kręgosłupa jego matki. Na miejscu poznaliśmy pewną babcię, która właśnie skończyła namaczać wnuczkę. W trakcie swobodnej i wyszukanej konwersacji toczącej się wokół dzieci (zdumiewające, prawda?), babcia nadmieniła, że wnuczka lada moment będzie miała rodzeństwo. Wyraziła przy tym obawę co to będzie "bo przecież ona niemowlę pożre". Nie skomentowałam tego, ale w duchu pomyślałam, że ludzie mają w głowach przedziwne rzeczy. I w tym momencie wnusia - wyrośnięta, milcząca kilkulatka - ruszyła. Najpierw zaczęła młodego głaskać - wyglądało przy tym, że planuje mu wyrównać krzywiznę nosa aby tak rażąco nie wystawała z twarzy. Zaczęłam więc czynić taktyczny odwrót. Wtedy miłe to dziecię z determinacją weszło do gondoli żeby ucałować Frania na pożegnanie. Proporcje były mniej więcej takie, jakby do dorosłego człowieka zaczęło czulić się wyrośnięte słoniątko.
Zdaje się że pierwszym naszym zakupem przed pójściem na pływalnię będzie półpancerz praktyczny. Inaczej zrobią mi z dziecka naleśnik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz