Święty Mikołaj wpadł do nas zostawiając swoje foldery reklamowe (wszędzie ten marketing!), autko dla Franaszka i krówki dla Łukasza. I naprawił mi internet. Zacnie!
Franaszek od wczoraj drżał, czy postawiony pod łóżkiem but wyda się Mikołajowi dość atrakcyjny. Przerobiliśmy kilkanaście wariantów ustawienia obuwia względem kanapy. W przyszłym roku zaopatrzę dziecko w makietę legowiska&buta. Z dwutygodniowym wyprzedzeniem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To teraz nawet Mikołaj musi walczyć o ,,klientów''? U nas od rana było ich dwóch, jeden zostawił w butach, drugi pod drzwiami a trzeci pewnie zawita do szkoły/przedszkola...i jak tu to wszystko dzieciom wyjaśnić?
OdpowiedzUsuńU nas nie ma z tym problemu "Mikołaj jest roztargniony jak mama" i dzieci przyjmą dowolną liczbę jego potknięć.
OdpowiedzUsuń