sobota, 18 lipca 2009
, , , , , , , , ,
Utrapieniem okolicy są mikroskopijne czarne owady zwane tutaj przecinkami. Bardzo trafna nazwa bo faktycznie wyglądają, jak pogubione przez niechlujnego korektora znaki przestankowe. Mają zwyczaj gromadzenia się na ścianach i sufitach, z których następnie urządzają desant na bardziej przyziemnych lokatorów. Choć bez porównania mniej dokuczliwe niż komary, dają się nam jednak trochę we znaki, bo żadna to przyjemność czuć, że stale coś po człowieku pełza. Jakiś wyalienowany przecinek oderwał się nawet od stada współbraci i osiedlił się pod powierzchnią monitora w moim laptopie. Bardzo to dziwne wrażenie, gdy czyta się jakieś wiadomości, a fragment tekstu nagle odchodzi na bok. Na szczęście przecinki pozostają na razie jedynymi znakami interpunkcyjnymi, które się zautonomizowały. Atak wielokropków mógłby być gorszy.
poniedziałek, 13 lipca 2009
Malwersacja
Dzięki Ani zwiedziliśmy dzisiaj nieznane zakątki okolicy. Po drodze widzieliśmy, że tego lata obrodziły malwopodobne kwiaty (może ktoś wie, jak się nazywają?) oraz bułki śniadaniowe. Droga była nimi usiana, widać szybko rosną przy takiej pogodzie. W przydrożnych zaroślach dostrzegłyśmy też ptaszę wyglądające na skrzyżowanie papużki z wróblem. Egzotyczna ta tutejsza przyroda. Po cichu liczę, że te napotkane bułki rozsieją się u nas w ogrodzie. Cierpimy z Łukaszem na chlebosklerozę i co i rusz któreś z nas zapomina kupić pieczywo.
niedziela, 12 lipca 2009
W opałach
Odwiedzili nas znajomi - jak się okazało, czas0wo bezdomni, bo pod ich nieobecność reszta rodziny wybyła w nieznanym kierunku, unosząc ze sobą klucze. W ten sposób niewinni ci ludzie wpadli w naszą sieć. Łukasz natychmiast wykorzystał ich bezbronność i zarządził ognisko. Patrząc na jego zamiłowanie do palenia stosów cieszę się, że czasy inkwizycji odeszły w przeszłość.
czwartek, 9 lipca 2009
Odpuść sobie millefiori
środa, 8 lipca 2009
Biała Dama
W nocy grzmiało. O trzeciej obudził mnie przemykający koło łóżka biały kształt. Pozbawiłam więc Łukasza snu. Z pewną pretensją, nie wspominał bowiem o istnieniu lokalnych upiorów czy zjaw. Pośpiesznie przeprowadzone pod tym kątem badania ujawniły siedzącą pod łóżkiem Żabę. Nasz pies boi się burzy i w jej trakcie przeistacza się ze stworzenia podwórzowego w domowe. Niestety moja alergia wyklucza Żaby chowające się pod łóżkiem, toteż Łukasz rozpoczął negocjacje wysiedleńcze za pomocą kapcia. Zajęło to sporo czasu, bo obie strony okazały się równie zdeterminowane, a psa jakoś nie przekonało czułe nań cmokanie. Być może ziarno wątpliwości, co do szczerości intencji zasiało w nim to, że cmokanie poprzedzone było okrzykiem "osz ty, do budy!"
Tak czy inaczej drzwi balkonowych strzeże teraz przewrócony stół ogrodowy, a mnie czeka odprawienie za pomocą odkurzacza egzorcyzmów wypędzających ducha psa z domu.
Tak czy inaczej drzwi balkonowych strzeże teraz przewrócony stół ogrodowy, a mnie czeka odprawienie za pomocą odkurzacza egzorcyzmów wypędzających ducha psa z domu.
sobota, 4 lipca 2009
Bezbudzikowcy
Młody, wstawaj, zaspaliśmy! Mówię, przerażona porą, o której się obudziłam. Przed nami sześć kilometrów wyprawy zakupowej, z której mamy nadzieję przywieźć naszym ekologicznym pojazdem dwuśladowym (napęd: siłamatki) wiktuały niezbędne do przetrwania weekendu.
Młody patrzy na mnie nieżyczliwie, po czym z miną mówiącą "Ech, znów te obowiązki!", zaczyna obgryzać lewą stopę. Harówka rozpoczęta.
Młody patrzy na mnie nieżyczliwie, po czym z miną mówiącą "Ech, znów te obowiązki!", zaczyna obgryzać lewą stopę. Harówka rozpoczęta.
czwartek, 2 lipca 2009
Lepiej nie mówić
W sobotę odwiedzić nas mają przyjaciele. Radzi zrobilibyśmy na ich cześć ognisko. Problem w tym, że wspomnienie na głos o zbieraniu chrustu, ostrzeniu patyków bądź kupnie kiełbasy w sposób nieuchronny prowadzi do oberwania chmury, gradobicia oraz lokalnych trąb powietrznych w dniu spotkania. Łukasz planował w czasie suszy zaoferować swe usługi rolnikom - organizowałby u nich ogniska, a oni mieliby zapewnione deszcze.
W sobotę każdy z gości dostanie dla niepoznaki sztormiak, kalosze i koszyk na grzyby, w którym pod kozikiem przemyślnie ukryty będzie kawałek kiełbasy.
Na wszelki wypadek uruchomię jednak piecyk, gdyby nie udało się wywieść aury w pole, posiedzimy przy ognisku domowym.
W sobotę każdy z gości dostanie dla niepoznaki sztormiak, kalosze i koszyk na grzyby, w którym pod kozikiem przemyślnie ukryty będzie kawałek kiełbasy.
Na wszelki wypadek uruchomię jednak piecyk, gdyby nie udało się wywieść aury w pole, posiedzimy przy ognisku domowym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)