sobota, 18 lipca 2009
, , , , , , , , ,
Utrapieniem okolicy są mikroskopijne czarne owady zwane tutaj przecinkami. Bardzo trafna nazwa bo faktycznie wyglądają, jak pogubione przez niechlujnego korektora znaki przestankowe. Mają zwyczaj gromadzenia się na ścianach i sufitach, z których następnie urządzają desant na bardziej przyziemnych lokatorów. Choć bez porównania mniej dokuczliwe niż komary, dają się nam jednak trochę we znaki, bo żadna to przyjemność czuć, że stale coś po człowieku pełza. Jakiś wyalienowany przecinek oderwał się nawet od stada współbraci i osiedlił się pod powierzchnią monitora w moim laptopie. Bardzo to dziwne wrażenie, gdy czyta się jakieś wiadomości, a fragment tekstu nagle odchodzi na bok. Na szczęście przecinki pozostają na razie jedynymi znakami interpunkcyjnymi, które się zautonomizowały. Atak wielokropków mógłby być gorszy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz