W ubiegłą sobotę udało się rozpalić rytualne weekendowe ognisko. Przybyli goście byli nieco zalęknieni, bowiem niebo tego dnia wisiało jakoś nisko i miało nieprzyjazny stalowy kolor. Łukasz wszakże takie drobiazgi jak pierwsze krople deszczu oraz dochodzące zza horyzontu grzmoty po prostu ignorował i zawzięcie dorzucał coraz to nowe gałęzie. Polityka nie przyjmowania burzy do wiadomości okazała się skuteczna, zdążyliśmy bowiem zwęglić wymaganą ilość kiełbasek zanim ulewa zmusiła nas do sprintu w kierunku domu. Pozostała część wieczoru upłynęła w nastrojowej atmosferze, w blasku świec i w rytmie naprzemiennie wyłączanego i włączanego prądu.
Jedni z gości odjeżdżając zostawili koszulkę, mamy więc pretekst by ich ściągnąć następnym razem ("Jeżeli chcecie jeszcze zobaczyć Waszą koszulkę żywą, przyjedzcie w weekend. Nie próbujcie powiadamiać policji"). Nie mamy natomiast czym zaszantażować drugich gości, a boimy się, że na hasło "ognisko u Łukasza" mogą zareagować napadem paniki.
To nie nasza koszulka ? :) My sie nie boimy ogniska, my go panicznie pragniemy ;)
OdpowiedzUsuńSław
A my panicznie zapraszamy!
OdpowiedzUsuń