W nocy grzmiało. O trzeciej obudził mnie przemykający koło łóżka biały kształt. Pozbawiłam więc Łukasza snu. Z pewną pretensją, nie wspominał bowiem o istnieniu lokalnych upiorów czy zjaw. Pośpiesznie przeprowadzone pod tym kątem badania ujawniły siedzącą pod łóżkiem Żabę. Nasz pies boi się burzy i w jej trakcie przeistacza się ze stworzenia podwórzowego w domowe. Niestety moja alergia wyklucza Żaby chowające się pod łóżkiem, toteż Łukasz rozpoczął negocjacje wysiedleńcze za pomocą kapcia. Zajęło to sporo czasu, bo obie strony okazały się równie zdeterminowane, a psa jakoś nie przekonało czułe nań cmokanie. Być może ziarno wątpliwości, co do szczerości intencji zasiało w nim to, że cmokanie poprzedzone było okrzykiem "osz ty, do budy!"
Tak czy inaczej drzwi balkonowych strzeże teraz przewrócony stół ogrodowy, a mnie czeka odprawienie za pomocą odkurzacza egzorcyzmów wypędzających ducha psa z domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz