niedziela, 25 października 2009

Nad rodzica cenniejsza poziomica

W piątek dziadkowie zawieźli nas na kontrolę do lekarza. Pani doktor zaaprobowała i dopuściła do obrotu Franka, zaznaczając, że mamy go zniechęcać do spacerów przy meblach. Stoimy teraz przed trudnym zadaniem powtórnego spoziomowania potomka.
Wpadliśmy także z kurtuazyjną wizytą do pediatry, licząc na to, że podrzucimy mu męczący nas katar. Nic wszakże nie wskóraliśmy, widocznie ktoś nas ubiegł i dostarczył ciekawsze mikroby.
Nasyceni kontaktami ze służbą zdrowia, wracaliśmy dodom, zahaczając o rynek, na którym babcia Zosia miała do załatwienia nie cierpiące zwłoki sprawy. Zniknęła na dłuższą chwilę, po czym wróciła z workiem papryki i sensacyjną wiadomością:
- Wiesz, że ten już stoi i sprzedaje kwiaty? - zwróciła się do dziadka, wsiadając do samochodu - Ten, co ma gospodarstwo przy cmentarzu komunalnym. Jak on się nazywa, nie pamiętam. No ten, co wziął i umarł.
- Umarł i stoi? - zaniepokoił się  lekko dziadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz