Podróż okazała się zresztą nadspodziewanie przyjemna - panią konduktorkę musiał ująć widok naszej grupy Laokoona, bo zaprowadziła nas do cieplejszego wagonu. Ogrzewanie wprawdzie wysiadło w Kutnie, ale wcale się mu nie dziwię. Na widok odnowionego dworca sama miałam ochotę wysiąść, żeby jak w studenckich czasach poczekać godzinę lub dwie na osobowy do Sochaczewa, a stamtąd po dwugodzinnej przerwie w podróży złapać połączenie do Warszawy. Wszystko po to, by zaoszczędzić 9 złotych na bilecie.
Fot.: Podróż powrotna, K-Pax`ianka
Poprzednik na drugiej minucie i dwudziestu sekundach:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz