Brat sprezentował mi absolutnie wspaniały telefon z gatunku dotykowych. Nie potrafię się od niego oderwać. Przez większość czasu głaszczę go z uczuciem.
Nowy aparat zrewolucjionizował moje życie telefoniczne.
Możliwość wysyłania darmowych wiadomości powoduje, że od świtu do zmierzchu nękam przyjaciół błyskotliwymi uwagami typu "ale się dzisiaj nie chce nic robić, prawda?", albo czymś równie głęboko zapadającym w psychikę.
Ciekawe, kiedy znajomi przestaną mi odpisywać.
Za pomocą starego aparatu uruchomiłam natomiast telefon stacjonarny.
Mieliśmy
go wprawdzie przez cały czas, ale aparat, z którego korzystaliśmy nie
przewidywał tego, żeby rozmówca słyszał nasz głos.
My z kolei nawet słyszeliśmy dzwoniących, ale jakby z zaświatów.
Za jednym zamachem pozbyłam się tych wszystkich metafizycznych efektów.
Fantastyczna sprawa.
Innym aspektem całej tej sytuacji jest to, że komunikacja zyskała zupełnie nowy wymiar. Aparat ma wyrobione zdanie na temat tego, co chce powiedzieć właściciel i koryguje wysyłane teksty.
Do Anny skierował dramatyczne pytanie: "Jadłaś obiadem. Musisz szalik?".
Apeluję: w żadnym wypadku nie jedzcie obiadem. To bardzo niebezpieczne!
.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jako wieloletnia przyjaciółka przemądrzałego telefonu pojmuję takie zwroty w lot i jadam obiadem i muszę szalik ;-)))
OdpowiedzUsuńPojmujesz, ale nie formułujesz tego typu pytań! A ja owszem. I sama potem dociekam, o co chodziło
Usuń