środa, 15 lutego 2012
Złoża podpodwórkowe
- Chodź już do domu - poprosiłam błagalnie zawzięcie wkopującego się w śnieg Franaszka.
Stopień namoknięcia jego ubrania kazał przypuszczać, że w ciągu paru minut przestanie ono stawiać opór wodzie i ogłosi kapitulację.
- Nie mogę, szukam paliwa - dobiegła mnie stłumiona odpowiedź syna.
Wspomnienie zasłyszanej w radiu informacji o wysokości wynagrodzenień dla poszukiwaczy gazu łupkowego spowodowała, że wizja zaziębionego dziecka zniknęła, ustępując miejsca planom rozbudowy biblioteki.
- Kopże, kop - zezwoliłam dobrotliwie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Coś długo bez wpisu? Czyzbyście się do Australii dokopali?
OdpowiedzUsuńPowodem jest dostany w prezencie cud-telefon. Dotykowy, dlatego nie mogę się oderwać i dojść do komputera.
Usuń