sobota, 8 sierpnia 2009
Wojna na Pradze. Pokój na piętrze.
Spędzamy weekend w Warszawie. Franek zainaugurował sobotę o godzinie 5:45 próbą odkręcenia nosa babci. Babcia wielkodusznie zrezygnowała z odwetu dzięki czemu nie doszło do eskalacji przemocy. Potem w najlepszej komitywie oglądali z wyżyn balkonu przejeżdżające ulicą samochody. Fascynujące to widowisko bez reszty pochłonęło uwagę młodego. Zdaje się, że będę zmuszona wykupić u babci abonament na codzienne relacje wideo. Albo zamówię fototapetę z widokiem parkingu, bo dziecka nasze domowe zaokienne wiejskie widoki jakoś nie nęcą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
A śmieciarki były? ;-)))
OdpowiedzUsuńNiestety, ani śmieciarek, ani betoniarek nie uświadczysz.
OdpowiedzUsuńZuziu! Pisz! Pisz!!!
OdpowiedzUsuńJanq, zdjęciuj, zdjęciuj jak najwięcej!
OdpowiedzUsuńKrysia odkryła akwarium - wpatrywanie się w pływające ryby wydaje się być bardzo zajmujące. Na ryby chyba nie jesteś uczulona? Zawsze to cichsze niż autostrada pod oknem. :)
OdpowiedzUsuńNa ryby nie, na ich pokarm owszem :/ Franek natomiast ogromną sympatią darzy muchy. Nie wiem, co bez nich poczniemy gdy nastaną chłody...
OdpowiedzUsuńej no nie mów, że jesteś uczulona na wątrobę wołową. Albo na larwy komarów. Albo na ochotkę. Albo na kukurydzę lub zupę jarzynową. Nasze sumy dostały ostatnio do ogryzania korpus kurczaka. Mówię Tomkowi, że te ryby konkurują mi o pokarm z kurami, a z kur miewam przynajmniej jajka, ale przyznaję, że malowniczo wyglądają takie kosteczki na dnie.
OdpowiedzUsuńo rety. Jesteś pewna, że to sum, nie pirania?
OdpowiedzUsuń