niedziela, 23 sierpnia 2009

Zadyma

Franek od rana roztaczał wokół siebie subtelną woń wędzonki, co nawet niezorientowanym pozwalało domyślić się, że wczoraj płonął stos a na nim kolejne kiełbaski posądzone o czary.
Paliło się zacnie. Udoskonalony system połączonych karimat pozwolił inkwizytorom swobodnie leżeć na trawie. Jedynym poważnym niedociągnięciem była zbyt duża odległość do sterty piasku. Która to sterta cieszyła się względami najmłodszego z gości - Kubusia, przez co jego mama miast relaksować się przy ogniu, zmuszona była utworzyć lotną brygadę krążącą na trasie karimata-piaskownica. Łukasz tymczasem palił gazetę, której fragmenty jeszcze długo potem osiadały nam na skórze i włosach. Muszę powiedzieć, że taki kontakt z prasą umiarkowanie mi odpowiada. W późniejszej części wieczoru zechciał spaść deszcz, co bardzo nas ucieszyło. Opady są jak wiadomo stałym punktem programu naszych ognisk i bez nich z pewnością czulibyśmy się nieswojo. Nie byliśmy jednakże dostatecznie uwędzeni, więc przetrzymaliśmy namaczanie i dzielnie okadzaliśmy się aż do wystąpienia nocnych ataków senności. Na następne ognisko uczestnicy proszeni są o zabranie łóżek polowych.
Fot.: zjawiskowa uroda. Zjawa z lewej trochę smutna
Łukasz deszczoodporny

Kubuś w trakcie odpiaszczania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz